RSS
 

Mikołajkowa dbajka: Piernikowe szczęście

06 gru


/Święty Mikołaj w pośpiechu upycha tu i ówdzie prezenty, by tej
nocy obdarować wszystkich! W Bajkomodzie zostawił dla Was mikołajkową dbajkę.
Słodkiej lektury przy pierniku i kakao!/



Piernikowe szczęście


  Za górami, za lasami, przed wiekami, po nieurodzajnym
lecie, które przyniosło liche robiony zbóż, owoców i warzyw, w pewnym
miasteczku zapanował głód. Zapasów starczyło tylko na listopad i październik. W
grudniu spiżarnie opustoszały. Mieszkańcy miasteczka chodzili smutni i
zmartwieni, nie mając skąd zdobyć żywności, tym bardziej, że niebawem miało
nastać Boże Narodzenie dotąd hucznie obchodzone przy suto zastawionych stołach.

  Pewnej nocy w miasteczku zjawił się anioł i tuż pod
ratuszem zostawił ogromne zapasy żywności: wory mąki sytości i cukru radości,
koszyki z jajkami witalności, wiadra mleka zdrowia, przyprawy korzenne
entuzjazmu. O świcie, gdy zmierzające do szkoły dzieci spostrzegły owe dary,
prędko pobiegły do domów zawiadomić rodziców. Mały chłopiec nie pobiegł do
mamy, nie dlatego, że nie była ona uboga, a ich kuchnia nie została już dawno
opróżniona, przyczyna była inna i tylko jemu znana. Przezornie do sakiewek,
które zawsze przy sobie nosił, zapakował garść mąki, cukru, przypraw, kilka
jajek, a do kubka  wlał mleko. Wtem pod
ratusz przybiegł tłum dorosłych. Kłócili się, wyrywali sobie worki i koszyki,
krzyczeli na siebie, popychali się.


  Chłopiec wrócił do domu i pochwalił się mamie zdobyczą.
Ta, słysząc od sąsiadów, jakie wspaniałe dobra były do zabrania w ogromnych
ilościach, nie robiła synowi wymówek, że przyniósł ich tylko namiastkę.


- Dziękuję, moje dziecko! – ucałowała go w czółko.


- Niewiele tego, ale mam pomysł! – odparł rezolutnie chłopiec.


  Pobiegł do swojego pokoju na poddaszu, wyciągnął spod
łóżka skrzynkę, a z niej poplamioną kartkę, którą przyniósł tryumfalnie mamie,
niczym receptę na szczęście, mapę do skarbu.


- To przepis, który dostałem od babci!


- Ach, na pierniczki szczęścia! – rozczuliła się matka.


- Owszem! Dziś zdobyłem wszystkie składniki, które są mi
niezbędne do ich upieczenia.


  Mama i syn zabrali się do pracy. Solidnie wyrobili
ciasto, uformowali serduszka i gwiazdki oraz wypiekli w piecu ciasteczka tak,
by były delikatne i chrupiące. Gdy skończyli, zasnęli ze zmęczenia przy piecu.


  Nad ranem zbudził dziś lament na ulicy. Ludzie, mimo że
wczoraj został zesłany im dobrobyt, narzekali na swój los.


- Wzięłam wór mąki sytości i owszem jesteśmy syci, ale
dzieci się mi rozchorowały, straciliśmy zdrowie w rodzinie – skarżyła się gruba
sąsiadka.


- A ja zabrałam worek cukru, i owszem jest w domu
radośnie, ale dzieci stały się niegrzeczne! – dodała krawcowa.


- Ja przyniosłam do domu jajka, mąż wyzdrowiał, ale jest
od wczoraj w złym humorze… – marudziła praczka.


- A ja zabrałem przyprawy, mam w domu spokój, ale wszyscy
milczą nikt nie rozmawia – dodał szewc.


  Cały dzień wszyscy mruczeli i buczeli na siebie, dostatni
w anielskie dary, a nadal nieszczęśliwi. Gdy zapadł zmrok chłopiec wyruszył
przed siebie z koszem pełnym pierników. Jednemu zostawił miasteczkową gwiazdkę
na parapecie, drugiemu zawiesił u klamki, trzeciemu schował pod progiem.


  Rankiem w miasteczku rozbrzmiewały radosne westchnienia.
Wszyscy zachwycali się smakiem pierników, ale nie tylko dlatego. Smakołyki miały
jeszcze inną cudowną zaletę: im bardziej się piernik podzieliło, tym bardziej
się mnożył, każdy okruszek tworzył nowe ciasteczko. Zatem poczęstowanie drugą
osobę, dawało satysfakcję i zwiększoną porcję słodyczy. Na rynek zaczęli
schodzić się szczęśliwi i uśmiechnięci ludzie. Pośród nich stanął burmistrz i
rzekł:


- Ten, kto owe ciasteczka nam podarował zasługuje na medal
i nagrodę! Niech się zgłosi i wystąpi tu na środek.


  Nikt jednak nie wyszedł przed tłum. Tylko mama
dobrotliwego chłopca znała jego tajemnicę i ukradkiem ocierała łzę wzruszenia,
była dumna ze swojego dziecka.


- Skoro nikt się nie zgłosił – zaoponował burmistrz. – A
dobroczyńca na pewno jest wśród nas, podziękujmy mu wspólnie.


  Po rynku rozległy się gromkie brawa.


- Osoba ta nauczyła nas, że, aby osiągnąć pełne
szczęście, trzeba dzielić się z innymi. Cóż mnie z samego cukru, a tobie z
samych jajek? Wymieńmy się częścią tego, co mamy, by tak, jak w pierniku, mieć
wszystkiego dobrego po trochę.


- Oj, tak! – zaszumiało wśród tłumu.


- Ma rację!


- Dobrze mówi!


  Chłopiec stał schowany za matczyną spódnicą, nie
przyznając się do swoich dobrych uczynków. I tak zostało do dziś: w ukryciu
obdarowuje innych szczęściem i radością, a nazywa się Święty Mikołaj.


Piernikowe szczescie_beltkiewicz


 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Bez kategorii

 

Tags: , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. lavendove_pole

    8 grudnia 2011 o 15:12

    super!!!!!!!!!

     
  2. Willma

    14 grudnia 2011 o 20:46

    Przeczytałam z wypiekami na twarzy i na talerzyku. Pierniki uwielbiam, a bajka przepiękna! Doskonała lektura na przedświąteczny czas!

     
 

  • RSS